"Keszerzy" i "mugole" - jak widzę keszerów ja, jak widzą nas inni?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Zdarzyło Wam się spotkać ludzi, którzy chodzą wokoło jakiejś ławki w parku, kosza na śmieci lub dziwnie długo wpatrywali się w ścianę, a do tego wszystkiego co chwilę spoglądali na swój telefon czy też inne urządzenie lokalizujące? Dodatkowo obmacywali powierzchnie czy też sprzęty, które obserwowali?

Raz zdarzyło mi się usłyszeć od moich rodziców, że widzieli takiego jak ja, co to biega z telefonem po parku, w prawo, w lewo... zapatrzony w ten telefon, że świata wokół nie widzi i macał ławkę, oglądał kosz na śmieci ze wszystkich stron, drzewa, pochylał się, zaglądał wszędzie, kucał, stawał... itd. Myślę, że jest to chyba najlepszy opis – jak „keszerów” widzą „mugole”.

W Polsce udało mi się podczas poszukiwań tylko dwukrotnie (jak dotąd) wpaść na innego „keszera”, pewnie z czasem lista powiększy się, ale póki co... Pierwszym razem było to na samym początku mojej przygody. W środku miasta wpadliśmy na grupę, która chyba szukała na czas, bo biegali jak szaleni, obmacali i „oświecili” wszystko, lecz nie znaleźli pojemnika i pobiegli (dosłownie) do kolejnego na swojej liście. Tutaj rada – czasem warto spokojnie przeanalizować logi, mapę, teren, gdyż nie wszyscy mają możliwość dokładnego odczytania współrzędnych i czasem skrytka jest w „drugim rogu”. Odnalazłam ją wtedy, w miejscu, które tamta grupa kilkukrotnie sprawdziła, a sama sięgałam tam pewnie ze 7 razy. Wtedy patrzyłam na nich jako "półmugolka" i byłam przerażona tym co zobaczyłam.

Moje drugie spotkanie było poza miastem i jak tylko wysiadłam z samochodu, zawołałam do człowieka: „Jak idzie szukanie? Znaleziona?!”. Nieźle się zdziwił. Chodziliśmy we trójkę i szukaliśmy. To była wesoła przygoda, bo pojemnik został podniesiony i odłożony przez jedno z nas i nie wiem co mną powodowało, że szukałam dalej – podniosłam „Mam!” - ich miny – niezapomniane:) Dla takich chwil warto szukać:)

Jak dotąd szukałam jeszcze czegoś więcej w Niemczech i to zupełnie inna bajka. Na chyba 27 skrytek spotkałam się z innymi poszukiwaczami trzykrotnie. Niemiecki geocaching jest inny niż Polski, lecz mam nadzieję, że nasz rodzimy wyewoluuje i także będzie można bawić się praktycznie wszędzie, pojemniki będą szanowane i będzie to „rodzinna dyscyplina sportowa”.

Jak było w Niemczech?

Wybrałam się na święta do rodziny, oczywiście z listą skrytek w pobliżu domu, po które można wyjść z psem na spacer. W pierwszych dniach chyba nikt nie chciał nic szukać wraz ze mną, ale wszyscy byli zainteresowani, gdy wracałam. Codziennie słyszałam pytanie: „Znalazłaś coś?", a gdy zaczynałam opisywać, że tak lub dlaczego nie, to widziałam coraz większe niezrozumienie w oczach. Prawie każdy coś słyszał o geocaching, ale nikt nie wiedział o co w tym wszystkim chodzi. Mój brat, któremu „geo” już wcześniej obiło się o uszy, poczytał trochę i po dniu, gdy pojechaliśmy z psem na spacer i znaleźliśmy kilka skrytek, wieczorem miał już swoje konto i od następnego dnia wpisywałam już nie jedną, a dwie osoby (w sumie mogłam trzy, bo psa trzeba było często trzymać, tak bardzo chciał bawić się z nami). Bratowa jak wracaliśmy w butach oblepionych ziemią patrzyła na nas jak na wariatów - no właśnie - tak widzą nas mugole.
Tego pierwszego dnia spaceru z psem, gdy brat nie miał własnego konta, spotkaliśmy 5-osobową grupę w wieku ok. 30-60, która szukała skrytki – wyglądali na rodzinkę. Po powrocie do domu, mój zaskoczony brat, od razu opowiedział o tym żonie i założył własne konto. Historia ta została opowiedziana kilku kolejnym osobom, a po proszonym śniadaniu u przyjaciół rodziny, byłam zmuszona pokrótce objaśnić o co chodzi i wybrali się ze mną na poszukiwanie.

Jak szuka się z mugolami?

Po krótkim wykładzie prowadzonym w języku angielskim, tłumaczonym dalej na niemiecki w razie nieporozumień i dodatkowo z elementami polskimi rozpoczęto spacer. Po dotarciu do potencjalnego miejsca ukrycia czułam się naprawdę wyjątkowo – 5 osób i pies biegali po parku zaglądając to tu to tam, a ja po angielsku krzyczałam: „no, not this, it must be small, there's something about tree. Could You translate this?” tłumacząc i rozwijając: „nie! To nie będzie to. Tu jest coś napisane o drzewie. Mógłbyś to przetłumaczyć? Nie rozumiem tego fragmentu, ktoś coś pisze o...” itd. Ostatecznie przeczesali plac zabaw, a skrytka była pod współrzędnymi, bardzo dobrze zamaskowana i chyba każdy z nich przeszedł obok niej. Drugim na trasie był mały pojemnik pod mostkiem i tu wykazał się mój brat, a pod drugim mostkiem to chyba byli wszyscy po kolei i nikt nic nie znalazł. Szukanie w grupie ma swoje plusy jak i minusy. Plusem jest czas spędzony na spacerze, telewizor nikomu nie był potrzebny tego dnia i wszyscy świetnie się bawili. Dla keszera wyjątkową nagrodą jest mina mugoli – to naprawdę to?! Minusem jest dużo osób, które wzbudzają zainteresowanie osób postronnych. W większej grupie łatwiej dojrzeć to, czego potencjalnie być nie powinno lub powinno, lecz sami nie możemy tego dostrzec. Większość graczy to dorośli, lecz jest to świetna gra dla dzieci i może też dlatego mugole, dopóki sami nie znajdą skrytki, uważają, że wróciliśmy do czasów przedszkola. A ostatecznie? Wszyscy z nas to takie duże dzieci.

Jak widzą nas? - Tak jak my widzimy ich, gdy pomagają nam w poszukiwaniach:)


 

Ostatnio zmieniany czwartek, 08 maj 2014 10:36

Artykuły powiązane