Pełna złota piwnica diabła na górze Śnieżnicy

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Śnieżnica była córą Łopienia i Mogielicy. Urodą swoją podbiłaby serce niejednego kawalera, lecz cóż z tego, jak matka ciągle zasłaniała ją mgłą przed wzrokiem chętnych do żeniaczki?

Skąd się ta góra wzięła?

Legenda o pięknie Śnieżnicy rosła z każdym dniem, aż usłyszał o niej młodzian imieniem Ćwilin. Wybrał się w daleką podróż aż dotarł do rodziców dziewczyny - Mogielicy i Łopienia, a ujrzawszy ich córkę, poprosił ich o jej rękę. Łopieniowi spodobał się dziarski młodzieniec, od razu zgodził się na ślub, lecz z Mogielicą nie poszło tak łatwo i nawet płacz Śnieżnicy nie roztopił twardego serca matki. Ćwilin zrezygnowany musiał odejść, a dziewczyna ze łzami w oczach postanowiła go odprowadzić choć kawałek. Żegnając się, ich serca nie wytrzymały i pękły w jednym momencie.
Usypano dwie mogiły - jedną dla Śnieżniczki, a drugą dla Ćwilina. Z biegiem lat kopce pokryły się mchem, wyrosły na nich krzewy, aż wreszcie zaszumiał na nich las. Leżą obok siebie Śnieżnica i Ćwilin, a niedaleko nich zła Mogielica i smutny Łopień.

To nie wszystko!

Kim była Śnieżnica już wiecie, lecz pewnie nie wiecie, że to nie jedyna legenda o tej górze.

Dziedzic Pieniążek ze Skrzydlnej, o którego dworze może już czytaliście w artykule Dwór obronny w Skrzydlnej, wymyślił sobie, że połączy dwie góry mostem, a górami tymi były Ciecień i Śnieżnica. Planując inwestycję udał się pod Babią Górę po poradę do wróżki Siwulki. Czarownica poradziła mu, żeby najpierw rozciągnął między szczytami jedwabny sznur. Stoki Śnieżnicy w owym czasie nie były porośnięte lasem i wypasano na nich bydło. Pasterze strzegący zwierząt zobaczyli ni nić ni linę i przecięli ją. Tak oto skończyły się marzenia dziedzica o moście.

Złoto diabła na szczycie Śnieżnicy

Jeszcze jedna historia rozgrywa się na Śnieżnicy i pojawia się w niej diabeł, może ten sam co niósł Diabelski Kamień z okolic Szczyrzyca? (o którym przeczytacie tutaj)

W Niedzielę Palmową na Śnieżnicy dzieją się cuda. W momencie, gdy zaczną bić dzwony, a ludzie idą z palmami wokół kościoła, na szczycie góry odsuwa się wielka kamienna płyta, aby diabeł mógł osuszyć swoje złoto. Czort ma niewiele czasu, gdyż jak tylko wierni znikną z palmami we wnętrzu świątyni, a dzwony ucichną, jaskinia się zamyka - i tak co roku przez tę krótką chwilę można spróbować szczęścia i uszczknąć coś ze skarbu dla siebie.

Biedna Konda nie miała jak dzieci do kościoła ubrać, wstyd jej było, że takie obdartusy z nich, więc postanowiła, że pójdzie na Śnieżnicę i przyniesie trochę złota, żeby polepszyć byt rodziny. Mały Jasiek uprosił matkę, żeby zabrała go ze sobą i tak poszli razem na górę. Usłyszeli dzwony kościelne i rzeczywiście otwarła się pieczara, a w niej pokazał się diabeł, który w promieniach słońca mieszał swoje złoto. Odczekała chwilę Konda aż diabeł poszedł na koniec jaskini i wskoczyła do środka, żeby napełnić kieszenie, lecz dźwięk dzwonów zaczął zanikać, co było sygnałem rychłego zamknięcia się jamy. Wyskoczyła Konda z dołu i zaczęła wołać syna, wtedy się okazało, że Jasiu chciał pomóc biednej matce i wskoczył do pieczary, lecz nie usłyszał znaku i nagle płyta zatrzasnęła się, pozostawiając dziecko w potrzasku. Zrozpaczona matka porzuciła obciążające ją skarby i pognała ile sił w nogach do domu, żeby męża się poradzić jak syna odzyskać.

Płakał Walenty, płakała Konda i płakały ich pozostałe dzieci za Jasiem. Postanowili wreszcie, że udadzą się po poradę do księdza. Zmartwił się bardzo ksiądz, lecz pomyślał chwilę i dał im wodę święconą i kredę i nakazał za rok udać się w Niedzielę Palmową na Śnieżnicę, a po drodze na szczyt rysować kredą koła, zaś ich środek skrapiać wodą święconą, a jak się pieczara otworzy, Walenty miał wyciągnąć z niej syna, następnie wszyscy mieli uciekać skacząć z koła na koło.

Tak jak ksiądz przykazał, udali się za rok na Śnieżnicę, a jak dzwony zabrzmiały, otwarła się jaskinia, a tam diabeł mieszał złoto wielką łopatą, a koło niego stał wychudzony Jaś z małą łopatką w ręku i tę samą czynność wykonywał. Diabeł, zupełnie tak samo jak rok wcześniej, oddalił się na koniec pieczary, a wtedy Walenty wskoczył do środka, chwycił syna i wyciągnął na powierzchnię. Cała rodzina zaczęła uciekać po kołach wyrysowanych z kredy, a diabeł za nimi, hop, hop, hop, lecz co trafił na koło to nic mu drogi nie ubywało, jakby biegł w miejscu. Zaczęły cichnąć odgłosy dzwonów, diabeł się zawahał, namyślił i jednym skokiem wrócił do pieczary, a zaraz za nim płyta z hukiem zamknęła wejście.

Szczęśliwa rodzina poszła podziękować księdzu, a Jaś wszystkim, którzy o służbę u diabła pytali, odpowiadał, żeby się modlili o to, aby nie musieli nigdy dla diabła pracować.

 

A jakie Wy znacie legendy z Beskidu Wyspowego?

 


Bibliografia:
"Przewodnik. Beskid Wyspowy", A. Matuszczyk, Oficyna Wydawnicza "Rewasz", Pruszków 2004
"Beskid Wyspowy. Przewodnik", D. Gacek, Oficyna Wydawnicza "Rewasz", Pruszków 2012

Dodatkowe informacje

Ostatnio zmieniany piątek, 09 luty 2018 10:30