Wydrukuj tę stronę

Kapliczka Bulandy w Gorcach i jej skarby

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Polana na Jaworzynie Kamienickiej w Gorcach to miejsce, z którego roztacza się niesamowita panorama obejmująca Beskid Sądecki i Beskid Wyspowy. Znajduje się na niej charakterystyczna gorczańska kapliczka nazywana kapliczką Bulandy. A wiesz kim był Bulanda i jakie skarby tu ukrył?

Jaworzyna Kamienicka była ściśle związana z pasterstwem, to tutaj wypasano owce z doliny Kamienicy. Najbardziej znanym bacą, który królował na tej polanie, był Tomasz Chlipała nazwany Bulandą, przydomek ten wziął się od nazwy osiedla w Szczawie. Postać ta obrosła w legendy, uważany był za czarownika, uznawany za najlepszego znachora tych okolic. Przybywali do niego ludzie z daleka, aby pomógł im rozwiązać problemy – nie tylko zdrowotne.

Bulanda jako znachor

Żyjący w zgodnie z przyrodą bacowie znali się na ziołach. Spędzali w górach niemal pół roku, z dala od swoich domostw, rodzin, „cywilizacji”, sami musieli sobie radzić z chorobami zwierząt, którymi się opiekowali oraz dbać o zdrowie ludzi, z którymi przyszło im pracować.

Bulanda uważany był za czarownika – tak widzieli go miejscowi, dla których ludowa medycyna i weterynaria były zazwyczaj wiedzą tajemną. Był doskonałym obserwatorem życia ludzkiego, dzięki czemu leczył także ludzkie dusze służąc radą w sprawach osobistych.

Tomasz Chlipała chorował na nogi, które bardzo mu puchły („ciekło mu z nich”). Pierwsza żona Tomasza udała się więc do Lewoczy, która w owym czasie leżała w granicach Węgier, aby uzyskać dla męża pomoc od tamtejszego, bardzo znanego znachora. Po powrocie do domu zastała małżonka zdrowszego, a gdy całkowicie wrócił do formy, sam udał się w podróż.

Żona czarownika z Lewoczy zabraniała swojemu mężowi nauczać obcych. Jednak, gdy tylko udawała się na spoczynek, Tomasz uczył się od mistrza. Spędził tam 3 dni i wrócił do domu. Historia ta jest podobno początkiem jego kariery w tejże dziedzinie.

Kapliczka Bulandy na Jaworzynie Kamienickiej

Białe ściany lśnią z daleka. Kapliczka Bulandy jest charakterystyczna – kto raz ją zobaczy to nie pomyli już z żadną inną. Wzniesiona została w 1904 roku, co uwidocznione zostało na cokole. Jest to budowla typu domkowego, pobielona po wierzchu, przykryta jest charakterystycznym dachem z cebulową banią. Pierwotnie pokrycie wykonane było z blachy, obecnie wykończenie stanowi gont. Za materiał na budowę posłużył piaskowiec, który został połączony zaprawą wapienną. Z wierzchu budowlę otynkowano. Na froncie jest okienko, za szybką znajdują się figurki Matki Boskiej, obrazki święte, różańce i wszechobecne w takich miejscach koszmarki w postaci sztucznych kwiatów.

Dawniej we wnęce znajdowała się ręcznie wykonana rzeźba św. Tomasza, lecz zaginęła w latach 50. XX wieku. W 1970 roku zastąpiła ją rzeźba od nieznanego turysty. W 1980 roku właściciele kapliczki zabrali ją do wsi.

W latach 1995-1996, staraniem spadkobiercy Bulandy – Stanisława Zapały, GPN i wojewódzkiego konserwatora zabytków z Nowego Sącza, wyremontowano kapliczkę.

Na polanie poza kapliczką stały: szałas pasterski tzw. koliba, szałas gospodarczy dla owiec i krów – budynki użytkowane były aż do lat 70. XX wieku. Nieopodal kapliczki Bulandy stała także bacówka, lecz spłonęła w 1992 roku.

Kapliczka Bulandy w legendach

Budowa kapliczki Bulandy owiana jest legendami. Pierwsza z nich mówi o tym, że Tomasz zbudował ją na prośbę swojej córki, która zmarła w młodym wieku. Przyszła do ojca we śnie i powiedziała, żeby zbudował kapliczkę z materiałów, które znajdzie nieopodal polany: z piasku z kamienickiego potoku koło przełęczy Borek, kamieni i używając wody ze źródła przy polanie.

Według innego podania, Bulanda we śnie widział błądzące po górach dusze pokutujące – grzesznych juhasów, zbójników, nieuczciwych baców, które skarżyły się, że „nie ma gdzie kolan ugiąć by przyklęknąć przed poświęconym miejscem”. Bardzo wierzący Tomasz bolał nad tym i stworzył dla nich miejsce, w którym mogły się pomodlić.

Pobudką do postawienia kapliczki miała także być obawa o życie wieczne, gdyż bacowie jako czarownicy posądzani byli o konszachty z diabłem. W celu odpokutowania postawił właśnie tę mini świątynię.

Inna legenda opowiada, że kapliczka została postawiona na miejscu, w którym Bulanda znalazł skarb, zaś obok budowli zakopał swoją czarodziejską księgę. Co w tej księdze mogło być? Pewnie opisy ziół, ich wygląd, jakie mają właściwości, kiedy je zbierać i jak z nich korzystać, aby zadziałała ich magiczna moc. A może były tam zapisane modlitwy, dziennik pogody? Tego się nie dowiemy.

Kolejna legenda o kapliczce Bulandy także ma w tle skarb, lecz tym razem nie wykopany przez Tomasza, lecz ukryty pod nią. Zbójcy powierzyli zgrabione dobra Bulandzie, ten zaś zakopał je pod kapliczką w przekonaniu, że Bóg będzie ich tam strzegł, a bojący się świętokradztwa ludzie nie ruszą kapliczki. Juhas Kalita będący na łożu śmierci, zdradził, że starał się wygrzebać skarb ze skrytki, lecz odstraszył go piorun, który nagle walnął w pobliżu niczym ostrzeżenie od Boga. W innej wersji przepędziły go żmije, a w jeszcze innej piorun zabił.

Ciężko określić, która z legend jest najbliższa prawdy, gdyż przeplatają się one ze sobą. Juhas Kalita podobno szukał nie skarbu, a księgi i to nie sam, a wraz z góralem spod Babiej Góry, któremu zdradził tajemnicę Bulandy. Jak było naprawdę to tylko sam Kalita i Bulanda wiedzą.

A prawda jest taka, że Tomasz Chlipała z datków od klientów ufundował dwie kapliczki polne. Pierwsza z nich zwana kapliczką Bulandy znajduje się na Jaworzynie Kamienickiej, a druga stoi w Lubomierzu.

Legendy o Bulandzie

Nie tylko kapliczka Bulandy osnuta jest legendami, o nim samym także krążą historie, które powstały z opowieści ludzi, którzy przyszli do niego po poradę i tych co uczestniczyli z nim w wypasie.

Tomasz Bulanda był bardzo religijny i pracowity. Wcześnie wstawał, budził wszystkich, razem śpiewali godzinki. Nie pozwalał kląć w zagrodzie dla owiec (koszarze) i jej pobliżu, gdyż było to miejsce poświęcone.

Raz baca z sąsiedniej hali rzucił urok na owce, które pozostawały pod opieką Bulandy. Zwierzęta chorowały i zdychały. Gdy nieprzychylny baca przyszedł na polanę Tomasza, ten po przywitaniu się z nim, wbił swoją ciupagę w pień do rąbania drewna. W tym momencie baca zastygł i nie mógł się ruszyć, stał w takiej pozie aż do wieczora, gdy Bulanda uwolnił go. Pokąsany przez gzy i komary, obolały, więcej nie złorzeczył rywalowi.

Po poradę do Bulandy przychodzili ludzie z różnymi problemami, także licząc na jego wspomożenie w niecnych planach. I tak oto dotarła do niego kobieta, która chciała, aby sprowadził śmierć na jej starego męża, bo upatrzyła sobie młodszego chłopa i chciała się z nim związać. Jednak jej pomysł, aby szukać pomocy u Bulandy był nietrafiony, gdyż ten wbił kij w ziemię i powiedział: „Kciałabyś se potancować z młodym chłopem? Tańcujze se tutok”. I tak kobiecina tańczyła do wieczora i pewnie odechciało jej się swawoli.

Bacowie powszechnie byli posądzani o bratanie się z siłami nieczystymi. O Bulandzie krążyły plotki, że rozmawia z diabłem, którego zwał Jasiem i to do niego udawał się, gdy szukał porady w rozwiązywaniu rozmaitych problemów. Jaś mieszkał w osobnym pomieszczeniu, do którego nikomu nie wolno było wchodzić. Nikt nie słyszał co ów Jaś odpowiadał, lecz słyszano jak Tomasz do niego zagaduje.

Z tego też powodu ksiądz, gdy usłyszał na spowiedzi, że baba u Bulandy była to stuknął ją pięścią i zakazał chodzenia do tego diabła, bo to niegodne człowieka wierzącego. Pewnego dnia ksiądz po kolędzie jechał i konie zaprzęgnięte do wozu jak stanęły przed domem Tomasza Chlipały, tak się zaparły, że żadną siłą nie chciały jechać dalej. Poszedł ksiądz do Bulandy, a ten mu wypomniał historię z babą, o której skądś się dowiedział, lecz wyszedł pomóc – przeżegnał się i powiedział księdzu, aby więcej nie bił ludzi, a następnie powiedział coś do zwierząt. Konie nagle ruszyły. Ksiądz widząc pobożność i troskę, uwierzył, że baca jest dobrym człowiekiem i już więcej nie bił wiernych za bratanie się z czarownikiem.

Nawet śmierć Tomasza Chlipały związana jest z niewiarygodną historią. Przeczuł dzień, w którym opuści świat doczesny, więc zaprosił do siebie sąsiadów na pożegnalną biesiadę, a w jej czasie obsługiwał ich podając jedzenie i picie. Przed odejściem do izdebki, w której sypiał, wyszedł przed dom i podziękował przyrodzie: „Dziękuję ci, słoneczko, żeś mi świeciło i wom, gwiazdy, tez. Dziękuję tobie, wietrzyku, ześ powiewał według mej potrzeby i tobie, rzyko, żeś do mnie sumem godoła…". Pożegnał gości i oddalił się na spoczynek wieczny. Data śmierci, według różnych źródeł to rok 1912 lub 1 V 1913 r.

Pod kapliczką Bulandy raczej nie znajdziesz skarbów zbójników, lecz możesz tam znaleźć lepszy skarb – panoramę roztaczającą się z polany na Jaworzynie Kamienickiej. Wybierz się tam – warto!

 


Bibliografia:
"Gorce. Przewodnik dla prawdziwego turysty", Pr. zb., Oficyna Wydawnicza "Rewasz", Pruszków 2011
"Bulandowa kapliczka", Janusz Tomasiewicz, w: "Almanach Ziemi Limanowskiej", 2004, rok V, nr 16
"Kurkowe opowieści", Stanisław Stopa, Nowy Sącz 2007
"Na gorczańskich halach", Urszula Janicka-Krzywda, w: "Almanach Ziemi Limanowskiej", 2005, rok VI, nr 20
 

Dodatkowe informacje

Ostatnio zmieniany wtorek, 05 kwiecień 2022 17:11